Kendall Chones: Nie powiedzieliśmy ostatniego słowa!

3 godziny temu | 17.05.2026, 09:42
Kendall Chones: Nie powiedzieliśmy ostatniego słowa!

Kariera Kendalla Chonesa jest niezwykle bogata. Amerykanin w przeszłości występował w niemieckich klubach, prowadził akademię Cleveland Cavaliers, a od trzech lat pracuje jako asystent głównego trenera. Postanowiliśmy porozmawiać z Kendallem o kilku kwestiach i przybliżyć Wam jego historię. Zapraszamy na rozmowę!

Miłosz Rataj: Dzień dobry, Trenerze! Jak się zaczęła się Twoja przygoda z koszykówką?

Kendall Chones: Cześć! Pochodzę z rodziny, w której są wielkie tradycje koszykarskie. Całe moje rodzeństwo (pięcioro) oraz mój ojciec grali na poziomie akademickim i wyższym. Moja starsza siostra przez wiele lat grała na arenie międzynarodowej oraz w WNBA. Mój kuzyn Dallas Lauderdale grał w PGE Turowie Zgorzelec, a mój ojciec rozegrał 10 sezonów w NBA. Moja siostra była zdecydowanie najbardziej utalentowana z nas wszystkich i sprawiła, że ja i moje rodzeństwo staliśmy się twardsi. Zacząłem grać w młodzieżowych drużynach, gdy miałem 11 lat.

MR: Czy chciałbyś opowiedzieć nam coś więcej o swoim tacie, Jimie?  Grał w NBA! 

KC: Jasne, mój tata rozegrał 10 sezonów w NBA w barwach Nets, Cavaliers, Bullets i Lakers, z którymi zdobył mistrzostwo NBA w sezonie 1979-1980. Niestety nigdy nie widziałem go grającego na żywo ale oglądałem wiele materiałów video oraz starych nagrań z jego meczów. Był nowoczesnym wysokim który potrafił rozciągać grę rzutami z obwodu i bronić większych zawodników na swojej pozycji – myślę że można powiedzieć iż był prototypem dzisiejszego „nowoczesnego wysokiego”.

MR: Czy Jim Chones był Twoim koszykarskim idolem? A może inni koszykarze?

KC: Oczywiście dorastanie w jego otoczeniu każdego dnia będąc dzieckiem było prawdziwym błogosławieństwem i chwilami czymś nierealnym, ale co ważniejsze był świetnym ojcem który dał mi wiele lekcji na temat rodziny, etyki pracy, odporności psychicznej i dyscypliny. Mój ojciec miał „oldschoolową” mentalność, ale zawsze miał czas by okazywać nam miłość bez względu na wszystko. Mam nieskończoną miłość i szacunek do tego jak prowadził się jako ojciec i człowiek. Gdy dorastałem pojawili się inni zawodnicy których lubiłem tacy jak Charles Barkley, Michael Finley, Kevin Garnett, Tim Duncan, Dirk Nowitzki – oni byli jednymi z kilku z moich ulubionych.

MR: Po zakończeniu kariery koszykarskiej zdecydowałeś się zostać trenerem. Czy to była szybka i łatwa decyzja?

KC: Na początku nigdy nie chciałem trenować, bo nie miałem cierpliwości, ale miałem szczęście grać z doświadczonymi zawodnikami o wysokim koszykarskim IQ w czasie mojego pobytu w Düsseldorfie, kiedy to wygraliśmy tytuł w niemieckiej Pro-A. Ostatecznie mój sezon w Jenie pod wodzą Björna Harmsena całkowicie zmienił moje spojrzenie, ponieważ zaufał mi i wierzył, że będę liderem, gdy grałem w Science City Jena (Niemcy). Filozofia trenerska trenera Harmsena, wysokie IQ i duch rywalizacji naprawdę zmieniły moje zdanie i dały mi inną perspektywę.

MR: Rozwińmy ten temat. Zostałeś głównym trenerem akademii Cleveland Cavaliers. Jak do tego doszło?

KC: Zakończyłem karierę zawodniczą w 2016 roku i wróciłem do rodzinnego Cleveland. Miałem szczęście, że zostałem wybrany przez Cavs do prowadzenia ich programu koszykówki młodzieżowej. Szukali możliwości zreorganizowania swojego programu i przeniesienia go bezpośrednio do struktur wewnętrznych klubu. Zaoferowałem coś nowego i wyjątkowego, czego nigdy wcześniej nie robiono. Wdrożyłem styl treningowy i filozofię opartą na moim międzynarodowym doświadczeniu, kładąc nacisk na bezpozycyjny rozwój umiejętności (positionless skill development) oraz nowe koncepcje stawiające drużynę na pierwszym miejscu ponad stylem amerykańskim, który promował indywidualną grę. Cieszę się, że mogłem wnieść coś nowego i odświeżającego do młodzieżowej sceny koszykarskiej w Cleveland.

MR: Czy pamiętasz jakieś nazwiska zawodników, których trenowałeś w Cleveland? Czy któryś z nich trafił do NBA?

KC: Po kilku latach pracy w sporcie młodzieżowym zostałem zatrudniony jako asystent trenera i dyrektor ds. rozwoju zawodników w Cleveland Charge (klubie filialnym Cavs w G-League) i pracowałem tam przez kolejne 5 sezonów. Miałem szczęście uczyć się od wielu trenerów, takich jak Ty Lue, JB Bickerstaff, Luke Walton, Antonio Lang, Mike Gerrity i Nate Reinking. Podczas mojej kadencji zanotowaliśmy rekordową liczbę powołań („Call-Ups”) do NBA dla kilku zawodników, takich jak Dean Wade, Sam Merrill, Shariffe Cooper, Mamadi Diakite, Marques Bolden czy Malik Newman. Pracowałem także z kilkoma obecnymi i byłymi zawodnikami Cavaliers, m.in. z Jarrettem Allenem, Evanem Mobleyem, Kevinem Love, Donovanem Mitchellem, Lauri Markkanenem, Cedim Osmanem, Collinem Sextonem i Dariusem Garlandem – oni od razu przychodzą mi do głowy. Trenowałem również kilku byłych graczy w G-League, którzy grali w Polsce, takich jak Alex Stein (Słupsk), Alan Herndon (Bydgoszcz) i Muhammad-Ali Abdur-Rahkman (Legia).

MR: Jak wyglądała komunikacja między głównym trenerem zespołu NBA a głównym trenerem akademii zespołu NBA? Czy mieliście regularne spotkania?

KC: W większości były to sesje treningowe na żywo, z których czerpałem materiały do moich programów, a trener Phil Handy i Mike Longabardi również okazali się ogromną pomocą.

MR: Kendall Chones jako koszykarz, asystent trenera czy główny trener? Którą częścią koszykówki cieszysz się / cieszyłeś się najbardziej?

KC: Choć tęsknię za rywalizacją i braterstwem z czasów gry na boisku, jako trener jestem w stanie dać z siebie więcej i rozwijać się. Zdobyłem ogromne doświadczenie podczas pracy w NBA – przeżyłem wielokrotne awanse do finałów NBA, kolejne sezony przebudowy, sezony skrócone przez Covid oraz twardą walkę w NBA G-League. Czerpałem radość z tego wszystkiego, ponieważ pomogło mi to zbudować lepszy umysł koszykarski, filozofię i intelekt, który mogę przekazać moim zawodnikom tutaj oraz w przyszłości.

MR: Jak opisałbyś swoją współpracę z trenerem Miłym i trenerem Gregiem?

KC: Trener Miły jest świetny, ma ponad 20 lat doświadczenia w koszykówce - wygrywał na najwyższym poziomie zarówno jako zawodnik, jak i trener. Jest świetnym liderem, trenerem bliskim zawodnikom (players' coach) oraz specjalistą w dziedzinie rozwoju graczy i wyciskania z naszych chłopaków tego, co najlepsze. Greg również ogromnie mi pomaga w zrozumieniu polskiej ligi i tutejszej kultury koszykarskiej – to facet o wysokim koszykarskim IQ i świetnym wyczuciu zawodników oraz samej gry. Mam szczęście być częścią tego, co staramy się odbudować w Zielonej Górze. To dla mnie niezwykle cenne doświadczenie, jestem wdzięczny.

MR: Jak myślisz, która część bycia członkiem sztabu szkoleniowego jest najtrudniejsza?

KC: Dostosowanie się do mniejszego sztabu, ale myślę że to powszechne w międzynarodowej koszykówce przynajmniej na razie. W NBA mieliśmy ponad 25 trenerów ludzi od wideo specjalistów ds analityki i nie tylko. To była znacznie większa operacja, ale dajemy radę tutaj w Zielonej Górze i jestem dumny z tego co udało się osiągnąć do tej pory w tym sezonie, ale jeszcze nie powiedzieliśmy ostatniego słowa!

MR: Jak porównałbyś naszą ligę do innych w Europie?

KC: Polska liga jest bardzo konkurencyjna i twarda, każdy zespół może wygrać lub przegrać każdego dnia - trzeba być gotowym do gry na wysokim poziomie w każdym meczu. Myślę że poziom tej ligi rośnie, mieliśmy rekordową liczbę 7 drużyn rywalizujących w międzynarodowych rozgrywkach. Dziki zdobywające mistrzostwo ENBL to ogromne osiągnięcie dla nich i dla polskiej koszykówki. Większość moich doświadczeń pochodzi z lig niemieckich, jeśli Polska zdoła nadal rozwijać tę dyscyplinę od podstaw, doceniać wschodzące talenty, poszerzy marketing, zwiększy budżety, aby sprowadzać zawodników wysokiej klasy, co napędzi zainteresowanie i zaangażowanie kibiców to przyszłość dla drużyn i fanów rysuje się obiecująco.

MR: Przejdźmy do luźniejszych tematów. Jak spędzasz dni wolne? Może masz swoje ulubione miejsce w mieście?

KC: Większość dni wolnych wiąże się z analizą wideo i skautingiem przeciwników. Udaje mi się jednak znaleźć równowagę między pracą a czasem dla żony i syna w Zielonej Górze i w Lubinie. Moim ulubionym miejscem w mieście są zapewne dni meczowe w CRS. Uwielbiam naszych kibiców i halę – która jest zdecydowanie najlepsza w lidze. Atmosfera jest prawdopodobnie najbliższa temu, do czego przywykłem w NBA pod względem wielkości hali i frekwencji kibiców. Zastal ma wspaniałe tradycje koszykarskie i kulturę wygrywania, mam szczęście, że mam okazję stać się częścią tej historii.

MR: Muszę zadać to pytanie. Jak tam Twój język polski?

KC: Fatalnie (śmiech). Polski mojego 3-letniego syna jest o niebo lepszy od mojego. Niestety moja żona i ja poznaliśmy się i mieszkaliśmy przez wiele lat w Niemczech, więc mój niemiecki jest znacznie lepszy, ale to nie wymówka. Nauczę się polskiego!

MR: Gdybyś miał wybrać dwa polskie dania, które poleciłbyś obywatelom USA, co by to było?

KC: Bez wątpienia musiałyby to być gołąbki i bigos – dla tych, którzy jedzą mięso. Oczywiście pierogi też są na tej liście, ale jakość jedzenia w Polsce nie ma sobie równych i wyprzedza amerykańską kuchnię o lata świetlne. Polacy wkładają ogromną pracę i serce w tworzenie potraw – mam do tego ogromny szacunek!

Miłosz Rataj: Dziękuję za rozmowę Trenerze!

Kendall Chones: Dziękuję za wywiad, a teraz czas na mecze ćwierćfinałowe w Zielonej Górze!

Foto: Tomasz Browarczyk

Udostępnij
 
18697728